Cześć, jestem prawdziwa, nie nie, nie tak na serio. Po prostu nie chcę na razie byście znali wszystko. Imiona w historiach będą zmieniane, ale historie będą prawdziwe. Po prostu potrzebuję miejsca, w którym mogę napisać jak było, co było. Nie będą to regularne posty, po prostu jak mnie natchnie a w danej chwili nie będę miała, komu się wygadać, usiądę i opiszę, by pozbyć się ciężaru. Nie mam super myśl odsiewni jaką miał profesor Dumbledor'e w Harrym Poterze. Uwierzcie przydałaby mi się, szczególnie w takie dni jak dziś, ale zacznijmy od początku. Gdy miałam około 14 lat, dowiedziałam się że tata ma kochankę. Nie od mamy, nie od obcej osoby, ale od samego taty. Nie nazwał jej kochanką, a przyjaciółką... Mówił, że ją kocha. Zawsze byłam córeczką tatusia, podzielającą jego pasje i zapatrzoną w niego jak w obrazek. Wtedy nie wiedziałam, nie byłam świadoma jak krzywdzi nas.. mamę.. siostrę.. mnie. Przez blisko 2, a może i 3 lata, wiedziałam o...
Przeszłość. Przyszłość. Teraźniejszość.
O tym jak przeszłość wpływa na teraźniejszość a ta wpływa o marzeniach na przyszłość.