Przejdź do głównej zawartości

Jak było

Cześć, jestem prawdziwa,  nie nie, nie tak na serio.
Po prostu nie chcę na razie byście znali wszystko.
Imiona w historiach będą zmieniane, ale historie będą prawdziwe. 
Po prostu potrzebuję miejsca, w którym mogę napisać jak było, co było.
Nie będą to regularne posty, po prostu jak mnie natchnie a w danej chwili nie będę miała, komu się wygadać, usiądę i opiszę, by pozbyć się ciężaru.
Nie mam super myśl odsiewni jaką miał profesor Dumbledor'e w Harrym Poterze.
Uwierzcie przydałaby mi się, szczególnie w takie dni jak dziś, 
ale zacznijmy od początku.

Gdy miałam około 14 lat, dowiedziałam się że tata ma kochankę.
Nie od mamy, nie od obcej osoby, ale od samego taty.
Nie nazwał jej kochanką, a przyjaciółką... Mówił, że ją kocha.
Zawsze byłam córeczką tatusia, podzielającą jego pasje i zapatrzoną w niego jak w obrazek. 
Wtedy nie wiedziałam, nie byłam świadoma jak krzywdzi nas.. mamę.. siostrę.. mnie. 
Przez blisko 2, a może i 3 lata, wiedziałam o wszystkim tylko Ja.
Nie mówiłam o tym nikomu. Myślałam, że tak musi być, że to na chwilę.
Najpierw jedna, zrozumiała co robi i odeszła.
Później była druga, oj z tą to były przeboje.
Policja, grożenie bronią... Nie ma się czemu dziwić, ona mogła być jego córką!
Między nimi, było na tyle poważnie, że tata powiedział wszystko mamie, ale w sumie tylko dlatego że ojciec tej dziewczyny do niej zadzwonił, a mama nie wiedziała o co chodzi.
Byłam tą złą... Która o wszystkim wiedziała i nic nie powiedziała... okej. 
Byłam w niego zapatrzona, był moim autorytetem.
Jest perfekcyjnym manipulatorem.
Zmieniłam wybór szkoły przez niego, bo obiecał mi sprzęty do rozwijania pasji.
Wiecie internat dojazdy.. to wszystko kosztuje, a na miejscu są to pieniądze do przodu.
Więc było by wystarczająco by kupić i motocykl i nowy aparat.
Pierwszy miał być motocykl... Już był wybrany, już mieliśmy jechać go kupić, 
ale odwlekał godzinę za godziną... Dzwonię do niego znów i słyszę tylko "sprzedali go".
Pamiętam ten moment jak by to było dziś...
To ukłucie w sercu, to uczucie "kradzieży"/ zabrania zabawki, czy miłości życia.
Nie trzymałam tego w dłoni, nie widziałam tego na oczy - prócz zdjęć w ogłoszeniu - ale pokochałam, miałam plan, miałam mieć to o czym marzyłam od małego...
Nie miałam... Miał być kupiony kolejny, mieliśmy poszukać, bo były pieniądze na niego.
Tydzień później, gdy znalazłam inny okazało się, że pieniędzy już nie ma.
Wtedy oczy mi się otworzyły. Nie będę opowiadać na co wydał... ale nikomu nie polecam.

Tyle dziś... To wszystko w wielkim, WIELKIM skrócie.
Wkrótce znów będzie o tym, bo przez to co wydarzyło się wtedy, moje życie dziś jest inne niż osób w moim wieku.

Komentarze